Archwium > Numer 568 (12/2020) > Nie taki Stary Testament > WYLEJ NA NICH SWOJE ZAGNIEWANIE

WYLEJ NA NICH SWOJE ZAGNIEWANIE
Szczere i bez ogródek wypowiedziane pragnienie, by nieprzyjaciel rozpłynął się jak rozdeptany ślimak lub by został strawiony w ogniu gniewu Bożego. Albo życzenie, by sprawiedliwy obmył swe stopy we krwi bezbożnego...

ARCHIWUM REDAKCJI


Obawiam się, że nie ma uniwersalnej odpowiedzi na te pytania. Każdy konkretny tekst trzeba czytać w jego niepowtarzalnym kontekście historycznym, literackim i teologicznym. Ale najpierw doprecyzujmy.

Po pierwsze, lepiej mówić o przekleństwach, a nie o złorzeczeniach. Słowo „złorzeczenie” to dziś archaizm. Tymczasem autor biblijny – owszem, tak bywa – klnie jak szewc. Każdemu się zdarza. Dopóki wypowiadane słowo nikogo nie krzywdzi i dopóki nie przekraczamy pewnych granic kultury języka – nie ma w tym nic złego. A że przekleństwa pojawiają się w Biblii? Cóż... Biblia ma za autora i Boga, i człowieka. Nic zatem, co Boskie, ale i nic, co ludzkie, nie jest Biblii obce.

Po drugie, nie ma w psałterzu psalmów złorzeczących czy przeklinających od początku do końca, są to raczej pojedyncze wersety. Jak to w życiu bywa – przekleństwo wymsknie się autorowi natchnionemu od czasu do czasu zazwyczaj jako językowa ekspresja wzburzenia, irytacji, niemocy czy niezgody na zastaną sytuację.

Po trzecie, próżno szukać w całej literaturze starożytnej przekleństw tak wyrafinowanych, pięknych i mądrych jak te z psałterza. Biblijne złorzeczenia nie mają nic wspólnego z wypowiadanymi w gniewie nieprzemyślanymi bluzgami. Przeciwnie – są wysoką poezją i teologią.

Psalm 31

Panie, niech się nie zawiodę, gdy wołam do Ciebie. To bezbożni niech się zawiodą i zamilkną w krainie umarłych. Niech zaniemówią usta kłamliwe, z pychą i pogardą oskarżające prawego. (Ps 31,18–19)

Pomysł autora biblijnego na Bożą karę dla bezbożnych jest w tym wypadku dość konkretny. Bezbożni mają na zawsze zamilknąć w krainie umarłych, czyli w Szeolu. Przyczyna takiej kary? Ich usta są kłamliwe. W oryginale brzmi to jeszcze mocniej – bezbożni mają „wargi kłamstwa” (hebr. sipte saqer).

Żydowska teologia życia po śmierci miała wiele wariantów, w ciągu wieków bardzo ewoluowała. Ale zasadniczo Żydzi wierzyli, że Szeol jest krainą milczenia, czyli metaforą bierności, zupełnej duchowej niemożności. W Szeolu człowiek zachowuje świadomość (niestety!), ale jest pozbawiony władz wolitywnych i możliwości działania. Wie, że podlega wpływom najróżniejszych sił duchowych, ale musi milczeć, czyli sam nie może nic zrobić i o niczym nie decyduje. „Gdyby mi PAN nie pomógł, wkrótce bym się znalazł w krainie milczenia” (Ps 94,17). Arystoteles ująłby to pewnie nieco inaczej: byłbym materią pozbawioną formy – jak dusza Antiklei, matki Odyseusza, którą wędrowiec zmierzający do Itaki spotyka w krainie umarłych.

To biblijne przekleństwo – paradoksalnie – jest literacko piękne, bo zbudowane na ścisłej poetyckiej antytezie. Świetnie przemyślana figura retoryczna dopowiada nam to, czego tekst nie mówi wprost.

Jak milczenie Szeolu jest nieodwołalnym losem tych, którzy wybrali logikę kłamstwa, tak – na zasadzie antytezy – głośne wołanie i wychwalanie Boga jest losem tych, którzy wybrali prawdę. A zatem choć teraz podmiot liryczny, pogrążony w ciemności i samotności, ociera się o duchową śmierć, to jednak woła i krzyczy. Woła właśnie teraz, wypowiadając słowa tego psalmu! Nie milczy, a więc nie należy do krainy otchłani! Krzyczy, a tym samym przezwycięża kłamstwo i wieczne milczenie Szeolu. Antycypuje to, co – zgodnie z logiką poetyckiej antytezy – ma się objawić w przyszłości: ostateczne zwycięstwo życia i prawdy.

Ten Boży paradoks widzimy bardzo wyraźnie w ofierze Jezusa Chrystusa na krzyżu. Nie przez przypadek ewangeliści fragment tego właśnie psalmu wkładają w usta Jezusa umierającego na krzyżu – kilka wersetów wcześniej czytamy: „W Twoje ręce powierzam ducha mego” (Ps 31,6). Zresztą niewykluczone, że Jezus – umierając na krzyżu – faktycznie modlił się tym psalmem. A jeśli tak – to wypowiadał także słowa przekleństwa. I tu rzecz istotna. Czasownik „powierzam” (hebr. paqad) w hebrajskiej koniugacji hifil faktycznie oznacza: powierzyć, oddać pod opiekę, złożyć w depozyt na przechowanie... To słowo w starożytnym hebrajskim pojawia się w terminologii ekonomicznej. Jeśli oddaję do banku w depozyt pieniądze, nie tylko mogę być pewien, że je odzyskam, ale więcej – że odzyskam je z procentem. Jeśli teraz doświadczam śmierci, ale powierzam Bogu w depozyt moje życie, nie tylko mogę być pewien, że je odzyskam. Ale więcej – wiem, że będzie to inne, jakościowo nowe życie.

Psalm 58

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Michał Wilk - ur. 1981, biblista, wykładowca WSD Zakonu Pijarów, WSD Zakonu Redemptorystów oraz Dominikańskiego Studium Filozofii i Teologii, założyciel i redaktor portalu BibleNote+ (dawniej: Orygenes+). Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

GIGANCI WIARY

OD NACJONALISTY DO ŚWIĘTEGO BLUŹNIERCY

ŻABY, KOMARY I POMÓR BYDŁA

POTOP

GENEALOGIA JEZUSA CHRYSTUSA


komentarze



Facebook