Archwium > Numer 554 (10/2019) > Rozmowa w drodze > WALORYZOWANIE GŁUPOTY

WALORYZOWANIE GŁUPOTY
Bluźnierca to nie jest ktoś, kto myśli przede wszystkim o reakcjach otoczenia i reakcjach medialnych, o tym, żeby o nim pisano. Bluźnierca jest skoncentrowany na swoim sporze z Bogiem. Czy ktoś ten spór zauważy, czy go nie zauważy - to już inna rzecz.

FOT. MAREK BARCZYNSKI / EAST NEWS


Katarzyna Kolska: Czy wagina w kształcie serca niesiona na paradzie równości w Trójmieście jak monstrancja podczas procesji Bożego Ciała obraża uczucia religijne osób wierzących? I czy w związku z tym powinniśmy na to jakoś reagować?

ks. Andrzej Draguła: Mam pewną wątpliwość natury interpretacyjnej, ponieważ moim zdaniem analogią dla tej waginy nie są monstrancja i Najświętszy Sakrament. Nikt przecież nie nosi podczas procesji Bożego Ciała Najświętszego Sakramentu na kiju ze wstążkami. W ten sposób niesie się sztandar, feretron, jakąś figurę. Dlatego bezpośrednia analogia z Najświętszym Sakramentem jest chyba nadinterpretacją. Kulturoznawca dopatrywałby się w tym raczej nawiązania do zwyczaju noszenia gaiku.

Dziś już prawie nieznanego. 

To prawda. Gaik niesie się na kiju ozdobionym wstążkami. Oczywiście nie jestem naiwny i wiem, że w tym wypadku analogią nie było chodzenie z gaikiem. Mieliśmy tu oczywiste nawiązanie do procesji Bożego Ciała, do liturgii, choć niekoniecznie wprost do Najświętszego Sakramentu. Czy to powinno obrażać nasze uczucia religijne? Sprawa jest skomplikowana, ponieważ oprócz pewnej obiektywnej interpretacji ikonograficznej, z której należy wyprowadzić jakąś interpretację teologiczną czy moralną, obraza w dużej mierze zależy od wrażliwości odbiorcy. 

No właśnie. I zakładam, że inna będzie wrażliwość wierzącego słuchacza Radia Maryja, a inna wierzącego czytelnika „Tygodnika Powszechnego”. Co jednych obrazi i dotknie, drugich niekoniecznie. A może wszystkich powinno obrazić, a przynajmniej zaniepokoić?

Przyznam, że nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. I nawet prawo jest tu bezradne, czy może mało konkretne, ponieważ mówi się o tak zwanej przeciętnej wrażliwości. Ale my wiemy, że nie ma przeciętnej wrażliwości. Jest wrażliwość konkretnego człowieka. 

A księdza to obraziło, uraziło, zdenerwowało?

Nie mogę powiedzieć, że wywołuje to we mnie obrzydzenie, bo musiałoby to być obrzydzenie wobec seksualności, a seksualność jako taka nie powinna być powodem obrzydzenia. Chociaż wciąż nie rozumiem, dlaczego artystyczne przekraczanie kulturowego tabu miałoby być czymś dobrym. Nie wywołuje to we mnie także gniewu ani chęci odwetu, nie daj Panie Boże. Najdelikatniej powiedziałbym, że budzi we mnie niesmak, ale to jednak za słabe określenie. Wywołuje to we mnie poczucie krzywdy. Dlatego, że nie mogę uciec od podejrzenia, iż ktoś to zrobił intencjonalnie, chciał uderzyć w sferę, która dla mnie jako katolika i księdza jest bardzo ważna, a tą sferą jest właśnie procesja Bożego Ciała, ergo Najświętszy Sakrament, nawet jeżeli to nie jest wprost wyrażone. 

Pojawiły się wizerunki Matki Bożej w tęczowej aureoli. To też prowokacja? 

O ile w odniesieniu do procesji z waginą mieliśmy do czynienia z bardzo jednoznaczną krytyczną oceną ze strony środowisk katolickich, o tyle w przypadku tęczy byliśmy już bardziej podzieleni. Były osoby, które mówiły, że ich to nie obraża, i były osoby, które twierdziły, że je to obraża. Nie wydaje mi się, choć jest to tylko moje przypuszczenie, bo nie rozmawiałem z autorką tych plakatów, żeby celem takiego działania był sam wizerunek Matki Bożej i chęć jego zdeprecjonowania, zanegowania czy sprofanowa-nia. Plakaty z Matką Bożą w tęczowej aureoli przypominają mi sytuację sprzed lat, kiedy to jeden z tygodników na okładce zamieścił wizerunek Matki Bożej Często-chowskiej z maską gazową na twarzy. Moim zdaniem intencją autora tej okładki nie było naruszenie wizerunku, tylko wykorzystanie go do powiedzenia o czymś ważnym. 

Ale ten wizerunek jest dla wielu ludzi święty, nienaruszalny.

No tak. I dlatego pojawia się pytanie, czy takie wizerunki, w tym przypadku mówimy o ikonie Matki Bożej Częstochowskiej, są wyłącznie wizerunkami kultycznymi, czy także wizerunkami kulturowymi. Kto ma do nich prawo? Artysta wychodzi z założenia, że nie jest to tylko wizerunek kultyczny, ale także kulturowy i jako taki ma szersze znaczenie. Historyk sztuki profesor Maria Poprzęcka w jednej ze swoich książek o malarstwie polskim mówi, że obraz Matki Bożej Częstochowskiej to jest najważniejsza świętość Polaków. Być może więc autorka tęczowej Matki Bożej użyła go jako pewnej kwintesencji polskości i katolickości jednocześnie, wskazując na to, że osoby LGBT też są dziećmi Maryi, dziećmi Boga, też są obywatelami tego kraju. W tym kontekście to raczej głos w dyskusji wyrażony w prowokacyjny sposób. Różnice w ocenie zależeć będą przede wszystkim od tego, jak zinterpretujemy połączenie osoby Matki Bożej z tęczą i czy będzie ona oznaczać określoną ideologię, graficzne logo identyfikujące grupę ludzi, czy symbol biblijny. Czy to nie w godzinkach śpiewamy o Maryi: „Tęczo wszechmocną ręką, z pięknych farb złożona”? Nie przypuszczam jednak, by można było jeszcze dzisiaj obronić tęczę jako biblijny znak przymierza z Bogiem. Tak czy inaczej, podejmując takie działania, należy mieć świadomość możliwych reakcji ludzi wierzących. 

Idźmy krok dalej. Parodia mszy świętej podczas parady równości w Warszawie. Odprawiał ją człowiek, co do którego nie ma pewności, czy ma święcenia kapłańskie. Obok niego stał mężczyzna z durszlakiem na głowie, który, jak się domyślam, reprezentuje Kościół pastafariański [Kościół Latającego Potwora Spaghetti].

Trudno mi się do tego odnieść, bo nie znam szczegółów. Nie wiem, czy ten człowiek miał święcenia kapłańskie, czy nie, nie wiem, jak wyglądała ta msza, jeśli to w ogóle była msza. Bez względu na to trzeba pamiętać, że reagowanie jest zawsze dowartościowaniem. Reakcja jest docenieniem, waloryzacją. Przypomina mi się wypowiedź rzecznika Episkopatu Francji, który zapytany o reakcję na jakieś wydarzenie powiedział, że nie możemy reagować na wszystko, bo kiedy wydarzą się rzeczy poważne, o których należy powiedzieć, to nikt nie będzie nas słuchał. Dlatego jestem zdania, że powinniśmy różnicować, czy mamy do czynienia ze zgrywą, i tę zgrywę czasami zignorować, a nawet obśmiać, czy może mamy do czynienia z jakimś istotnym problemem, który należy nie tylko oprotestować, ale wykazać jego profanacyjny czy bluźnierczy charakter. I głośno powiedzieć, dlaczego my, osoby wierzące, uważamy, że tego typu działanie jest naruszeniem naszej sfery religijnej albo naruszeniem społecznego porządku prawnego. 

Rzecznik Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik napisał, że to obraziło Boga i ludzi wierzących. Pojawia się pytanie, czy Boga można w ogóle obrazić. 

To jest bardzo interesujące pytanie. Ja stosuję takie porównanie, choć nie wiem, czy jest ono słuszne: z obrażeniem Boga jest trochę tak, jak z próbą zadania bólu osobie, która choruje na zanik czucia. Ona nie odczuje bólu, ale przecież ja jej zrobię krzywdę. Wydaje mi się, że z Bogiem jest podobnie. Boga w sensie dosłownym takie zachowanie nie może zaboleć, bo Panu Bogu nic nie możemy zrobić. Ale dopuściliśmy się czynu o określonej ocenie moralnej. To, że Jego nie boli, nie znaczy, że ja nie zrobiłem źle, zadając Mu ból. 

Jak się powinnam zachować wobec artystki, która robi cipkomaryjki, czyli figurki Maryi w kształcie waginy, i promuje je w internecie? Zignorować ją, obśmiać, czy może podać do sądu, bo ona jednak obraża moje uczucia religijne?

Powiem tak: Starajmy się odróżniać tanią prowokację od poważnego bluźnierstwa. Jerzy Grotowski mówił, że bluźnierstwo jest aktem religijnym, teologicznym. Bluźnierstwo jest sporem z Bogiem, może być nawet sporem z Kościołem. Jest czymś ważnym i poważnym. A my często mamy do czynienia z tanimi prowokacjami, to znaczy z czymś obliczonym przede wszystkim na rozgłos. Bluźnierca to nie jest ktoś, kto myśli przede wszystkim o reakcjach otoczenia i reakcjach medialnych, o tym, żeby o nim pisano. Bluźnierca jest skoncentrowany na swoim sporze z Bogiem. Czy ktoś ten spór zauważy, czy go nie zauważy – to już inna rzecz. 

Adam Mickiewicz, mówiąc do Boga ustami Konrada w III części Dziadów: „Kłamca, kto Ciebie nazwał miłością, Ty jesteś tylko mądrością” – był bluźniercą?

Tak! To jest bluźnierstwo.

Popatrzmy też na teksty Tadeusza Różewicza. Przecież one są momentami na granicy bluźnierstwa. One są wręcz bluźniercze, ale tam jest spór. Jak mówi Grotowski: Jest w tym drżenie. A my obecnie mamy najczęściej do czynienia z tanią prowokacją nastawioną na zdobycie rozgłosu. I dlatego nie jestem pewien, czy na wszystkie tego typu zaczepki powinniśmy reagować, ponieważ, przepraszam, że powiem to wprost, czasami naszą reakcją waloryzujemy głupotę, która nie da się obronić także z artystycznego punktu widzenia. Z byle bzdury robimy rzecz, która wymaga reakcji Konferencji Episkopatu Polski. Nie zawsze trzeba tak robić. 

Czy brak reakcji nie jest przejawem tego, że jest nam wszystko jedno? Gdyby ktoś obraził moją mamę, tobym natychmiast stanęła w jej obronie, ale gdy ktoś obraża Matkę Bożą, to mam milczeć?

Nie, to tak nie funkcjonuje. Myślę, że w odniesieniu do obrażania własnej matki też mielibyśmy rozpoznanie, kiedy reagować, a kiedy nie reagować. Jeżeli obraziłby moją mamę niepełnosprawny intelektualnie syn sąsiada, a nie mam takiego, to wiedziałbym, że nie należy reagować. Chodzi mi o to, żebyśmy nie waloryzowali rzeczy nie-ważnych, bo nam nie starczy argumentów na dyskusję o rzeczach ważnych. 

Czy możemy dokonać rozróżnienia, kiedy mamy do czynienia z bluźnierstwem, kiedy ze świętokradztwem, a kiedy z obrazą uczuć religijnych?

Obraza uczuć religijnych jest pojęciem, które funkcjonuje w systemie prawa karnego i należy to pojęcie tam zostawić, chociaż ono jest trudne do interpretacji. W potocznym rozumieniu uczucia związane są bowiem z emocjonalnością. A tutaj chodzi o coś zupełnie innego. Zaproponowana przez Sąd Najwyższy definicja jest kompletnie nieczytelna. Prawo nie chroni emocjonalności człowieka religijnego, prawo chroni porządek społeczny, w którym, jak się okazuje, religia odgrywa istotną rolę. Trzeba więc znaleźć mechanizm, który ureguluje współistnienie tych dwóch porządków: wolności religijnej i wolności artystycznej. Przedmiotem ochrony z punktu widzenia prawa karnego jest wolność religijna człowieka w odniesieniu do życia społecznego. Religia jest ważnym społecznie faktorem i często budzi różnego rodzaju reakcje, także krytyczne. Chodzi o to, żeby te reakcje nie były niewspółmierne: żeby były merytoryczne, ale nie obrażały. Sąd Najwyższy stwierdził, że ten przepis jest po to, żeby sąd mógł za każdym razem wyznaczyć granice między wolnością religijną, wolnością słowa i wolnością artystyczną. Ponieważ nie można powiedzieć, że któraś z nich jest apriorycznie ważniejsza. Wszystkie są tak samo ważne i trzeba się zastanowić, czy artysta już którąś naruszył, czy jeszcze nie. My, ludzie wierzący, mamy oczywiście tendencję do poszerzania swojej przestrzeni wolności, a artysta ma tendencję do poszerzania swojej przestrzeni wolności, i to jest jasne. Choć zastanawiam się, jak by to było, gdyby artysta też był wierzący. Bo my cały czas myślimy o Kościele i niewierzącym artyście. A czy wierzący artysta może obrazić cudze uczucia religijne? To jest bardzo ciekawe pytanie.

A co z bluźnierstwem i świętokradztwem? 

Bluźnierstwo jest dla mnie pojęciem absolutnie teologicznym. Żeby bluźnić, trzeba wierzyć. Mistrz Eckhart mówi nawet, że ten, kto bluźni, chwali Boga. Aż tak daleko idzie. Chce przez to powiedzieć, że bluźni się tylko komuś, kto jest dla nas ważny. Nikt nie bluźni ani nie wymachuje ręką pustemu niebu. 

Dodajmy, że Bóg sam nas do tego zachęca. Mówi w Piśmie Świętym: „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie” (Iz 1,18).

I ten spór może mieć czasami bardzo radykalny wyraz. Ludzie Starego Testamentu nie bali się tego typu ostrych sporów z Panem Bogiem. Czym innym jest profanacja. Bo profanacja jest pojęciem wziętym z rzymskiej kultury prawnej. W pierwotnym tego słowa znaczeniu jest to wyłączenie rzeczy spod użytku religijnego i przeznaczenie do użytku świeckiego. Czyli przeniesienie ze sfery sacrum do sfery profanum. Dzisiaj byśmy to nazwali sekularyzacją. Na przykład profanacja kościoła, ale w znaczeniu pierwotnym, czyli zsekularyzowanie tego kościoła, zeświecczenie go, na przykład przeznaczenie go na kawiarnię, jak to się już często dzieje. 

Profanacja w dzisiejszym rozumieniu tego słowa jest bezprawnym przeniesieniem czegoś ze sfery religijnej do sfery świeckiej. Albo bezprawnym wkroczeniem sfery świeckiej w sferę religijną, zrobieniem w kościele czegoś, co nie licuje ze świętością tego miejsca.

Będę trochę radykalny, ale powiem, że profanacją jest również przeniesienie tego, co jest religijne, do sfery świeckiej. W jakimś sensie profanacją jest przeniesienie ikony z kościoła do muzeum, ponieważ przenosimy ją ze sfery kultycznej do sfery estetycznej. Muzeum zamienia kult w kulturę. Ikony nikt nie malował po to, żeby była w muzeum, żeby ktoś ją podziwiał. Została namalowana, czy też napisana, jak chcą niektórzy, po to, żeby ktoś się przy niej modlił i żeby ona zapewniała transitus, była instrumentem przeniesienia się do Pana Boga. A co ona robi w muzeum? Ona w muzeum się jedynie podoba. To w pewnym sensie też jest profanacja. Choć może nie taka bezprawna.

Jako ludzie wierzący czujemy się niejednokrotnie prowokowani, obrażani, jedni mniej, drudzy bardziej, w zależności od naszej wrażliwości religijnej, ale czy my przypadkiem nie jesteśmy na wojnie i w związku z tym granaty lecą z obu stron?

Co pani ma na myśli?

Na przykład Grób Pański z Płocka, gdzie obok wypisanych grzechów, takich jak chciwość i nieczystość, pojawiły się napisy LGBT i gender. 

To jest właśnie ten przypadek, kiedy trzeba się zastanowić, czy katolik może obrazić uczucia religijne drugiego katolika. 

Może on nie obraża jego uczuć religijnych. Może on go obraża jako człowieka?

Niewłaściwość tego pomysłu moim zdaniem polegała na tym, że do jednego zbioru wrzucono coś, co nazywamy wadami czy grzechami, oraz określenia pewnych zjawisk, które tym samym uznano za grzeszne. Przecież samo bycie osobą LGBT nie jest w żaden sposób grzeszne. Tak samo jak słowo „gender” – o czym mówi nawet najnowszy dokument Kongregacji Edukacji – może oznaczać pewną ideologię, ale gender jest także pewną metodą naukową. Są badania genderowe, czyli badania nad płcią kulturową, które prowadzi się także w Kościele. Dotyczą one tego, w jaki sposób w danej kulturze człowiek przeżywa własną płeć, również w perspektywie wiary. Jeśli więc ktoś poczuł się urażony wystrojem tego grobu, to owo poczucie było moim zdaniem zasadne. 

I zasadne też jest, jeśli ktoś się czuje urażony, słysząc słowa o tęczowej zarazie?

Słowo „zaraza” jest słowem dehumanizującym. 

I co w związku z tym?

I nie wiem, czy takie dehumanizujące określenie jest kiedykolwiek zasadne. Pewnie, że z historycznej perspektywy zgadzamy się na czerwoną zarazę. Ale to też jest o ludziach. 

O ludziach, którzy mają krew na rękach i śmierć milionów ludzi na sumieniu.

Co im nie odmawia prawa do fundamentalnej godności ludzkiej. Tak nas naucza Kościół. Nie ma takiego czynu, który by pozbawił człowieka jego fundamentalnej, przyrodzonej mu godności. Właśnie dlatego sprzeciwiamy się karze śmierci, ponieważ uderza ona wprost w niezbywalną godność człowieka. Cokolwiek by on zrobił, pozostaje człowiekiem. 

Reakcje związane z obrazą uczuć religijnych powinny mimo wszystko cieszyć: to dowód na to, że są dla nas rzeczy święte. 

I jednocześnie dowód na to, że nie jesteśmy obojętni symbolicznie, także symbolicznie w przestrzeni religijnej.

Dlaczego tak wiele reklam odwołuje się do motywów, do ikonografii, do pewnych toposów religijnych? Dlatego że one wciąż są silne. Nawet jeżeli nie są wyznawane wprost, to bardzo mocno funkcjonują w naszej kulturze. Dlaczego w sferze profanacyjnej sztuki tak często pojawia się religia? Właśnie dlatego, że religia jest wciąż symbolicznie żywotna. 

A dlaczego nikt nie pozwala sobie na profanację Koranu czy gwiazdy Dawida?

Pozwala sobie, tylko nie w naszej kulturze, bo nasza kultura nie została zbudowana ani na Koranie, ani na gwieździe Dawida. Przypuszczam, że w środowiskach, w których mamy do czynienia z większością żydowską czy islamską, takie prowokacje się pojawiają. Żeby profanacja była nośna, musi mieć właściwy grunt kulturowy. W naszym społeczeństwie grają, funkcjonują, są w jakimś sensie performatywne symbole religijne wywodzące się z chrześcijaństwa. Jeżeli ktoś wystawia Klątwę, to w tej Klątwie nie będzie darł Koranu, tylko będzie ciął krzyż, bo to krzyż funkcjonuje w tym środowisku. Nie znam na tyle bluźnierstw czy działań bluźnierczych w innych kulturach, ale mamy Salmana Rushdiego i jego Szatańskie wersety, które funkcjonują jako szatańskie w kulturze islamskiej, nie w europejskiej, czyli w gruncie rzeczy chrześcijańskiej. Bluźnierstwo czy też profanacja muszą dotykać tego, co w danej kulturze symbolicznie silnie funkcjonuje, inaczej nie miałyby sensu. 

Kiedy widzę dziewczyny przebrane za Matkę Bożą z tęczową aureolą, to mnie to nie tyle obraża, ile dotyka. 

Oczywiście, mnie też to dotyka. I co pani proponuje w tej sytuacji?

Nic nie zrobiłam, ale się zastanawiam, czy niezrobienie czegoś nie jest grzechem zaniedbania z mojej strony. 

Quidquid agis, prudenter agas et respice finem [Cokolwiek czynisz, czyń rozważnie i przewiduj koniec – przyp. red.] – mówił św. Augustyn. Trzeba patrzeć dalekosiężnie, a nie działać emocjonalnie. Niektóre rzeczy są po prostu głupie. Głupie nawet z artystycznego punktu widzenia. Śmieszne, banalne, nieistotne, niewarte naszego zainteresowania. 

Oceniając coś, trzeba wziąć pod uwagę wiele elementów, żeby pochopnie nie zrobić z kogoś bluźniercy czy profanatora, podczas gdy on bluźniercą i profanatorem nie jest. Dlatego najpierw stwierdzamy, co jest przedmiotem kultu. Potem trzeba się zastanowić nad intencją autora, czyli tym, co prawo nazywa stroną podmiotową – jego świadomością, jego umyślnością, jego intencją działania. Następnie trzeba się przyjrzeć ludzkiej wrażliwości, która, jak już powiedzieliśmy, jest zróżnicowana. I nie mogę się zgodzić z tezą, którą wyczytałem w uzasadnieniu pewnego wyroku sądowego, że jako punkt odniesienia należy wziąć wrażliwość katolickiego intelektualisty. Niby dlaczego? Moim zdaniem prosty człowiek ma prawo do swojej prostej wrażliwości i nie należy mu tego prawa odbierać. Ja się nie buntuję przeciwko reakcjom niektórych ludzi. Ja bym tak nie zareagował, ale rozumiem, że ich wrażliwość jest inna i mają do tego prawo. To nie jest tak, że modelowy jest czytelnik „W drodze” czy „Więzi”. Nie ma osoby o modelowej wrażliwości religijnej. I nie mam odwagi powiedzieć, że ten ma lepszą, a ten ma gorszą wrażliwość. Żyjemy w społeczeństwie o bardzo zróżnicowanych wrażliwościach, także symbolicznych, ikonograficznych. Dla jednego Matka Boża w tęczowej aureoli jest profanacją, a dla innego nie jest. Wszystko zależy od tego, jaką moc przypiszemy wizerunkowi. Jedni bez mała identyfikują wizerunek z przedstawioną osobą. Dla innych to tylko obraz, którego naruszenie w żaden sposób nie może dotknąć wyobrażonej osoby. 

A wyobraża sobie ksiądz, że kiedyś – oby się tak nie stało – ktoś tak księdza sprowokuje…

…że pójdę do prokuratury złożyć doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa obrazy uczuć religijnych? To możliwe. 

Zrobiłbym tak wtedy, gdyby prowokacji na płaszczyźnie ikonograficznej nie dało się obronić żadną intencją, żadną dobrą chęcią, żadnym artystycznym działaniem.


Andrzej Draguła - ur. 1966, kapłan diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, doktor habilitowany teologii, profesor na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego, członek Redakcji i Laboratorium "Więzi", publicysta, stały współpracownik "Tygodnika Powszechnego". Zajmuje się m.in. komunikacją religijną i związkami między religią a kulturą. Mieszka w Zielonej Górze. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

DUCH ASYŻU, DUCH BENEDYKTA

Dwa Przystanki, dwa żywioły

Można, ale po co?

POTĘGA NIESMAKU

BYCIE KSIĘDZEM NIE CZYNI PROROKIEM


komentarze



Facebook