Archwium > Numer 375 (11/2004) > Szukającym drogi > Plagi egipskie i kara ukamienowania

Plagi egipskie i kara ukamienowania

Oczywiście mam świadomość, że mentalność człowieka sprzed kilku tysięcy lat różniła się znacznie od dzisiejszej. Nieuwzględnianie realiów historyczno–kulturowych w egzegezie biblijnej byłoby absurdem. To prawda, że człowiek mógł kreować wizję Boga według własnej mentalności i takiej czy innej konstrukcji psychicznej.

Jednak mój problem rozpoczyna się w momencie, gdy staram się uchwycić granicę między często mylnymi, ludzkimi wyobrażeniami Boga a prawdziwym słowem Bożym. Bóg objawia się człowiekowi poprzez słowo. Powołuje naród wybrany, przemawia do proroków, dlatego też Izraelici przywiązywali ogromną wagę do przekazywania tradycji biblijnej (najpierw ustnej) w nienaruszalnej formie. Kiedy w Piśmie Świętym jest napisane, że Bóg sam siebie nazywa JESTEM, KTÓRY JESTEM (Wj 3,14), to wierzymy, że rzeczywiście objawił się człowiekowi poprzez słowo. Gdy czytamy, że Bóg mówił słowa dekalogu (Wj 20,1), to znaczy, że to On sam dał nam Prawo, którego treść absolutnie odpowiada Jego zamysłowi i nie jest zniekształcona przez ówczesną mentalność.

Jak więc zinterpretować w duchu miłości Bożej następujące słowa Boga: „Nie pozwolisz żyć czarownicy” (Wj 22,17), „Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będzie ukarany śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu” (Kpł 24,10–16).

„Gdy Izraelici przebywali na pustyni, spotkali człowieka zbierającego drwa w dzień szabatu. Wtedy ci, którzy go spotkali przy zbieraniu drew, przyprowadzili go do Mojżesza, Aarona i całego zgromadzenia. Zatrzymali go pod strażą, bo jeszcze nie zapadło postanowienie, co z nim należy uczynić. Pan zaś rzekł do Mojżesza: »Człowiek ten musi umrzeć — cała społeczność ma go poza obozem ukamienować«. Wyprowadziło go więc całe zgromadzenie poza obóz i ukamienowało, tak iż umarł — jak Pan nakazał Mojżeszowi” (Lb 15,32–36).

Jak miłosierny Bóg mógł uśmiercić wszystko, co pierworodne — przede wszystkim ludzi, w tym dzieci — w Egipcie? (Wj 11,4–7). Czy taka zasada odpowiedzialności zbiorowej rozłożona na nieświadomych i pozostających bez winy nie jest okrutna? Tego zdarzenia nie można przecież interpretować metaforycznie. Ponadto była to inicjatywa Boga, a nie ludzi.

Bardzo proszę o cierpliwość, bo dość ryzykownie obmyśliłem sobie tę rozmowę z Panią. Bulwersują Panią — trudne do pogodzenia z duchem Ewangelii — różne wypowiedzi i działania przypisane w Starym Testamencie samemu Bogu. Moim zaś celem będzie tu coś więcej niż rozjaśnienie tych fragmentów Starego Testamentu, które sprawiają nieraz trudność naszej wierze. Sam staram się wszystkie teksty biblijne — również te wskazane przez Panią — przyjmować jako żywe słowo Boże mające moc budować moją wiarę, dlatego postanowiłem skorzystać z okazji, którą daje mi Pani swoim listem, i spróbuję przedstawić ten sposób czytania Starego Testamentu.

Zacznę od ważnego stwierdzenia, które znajduje się w Katechizmie Kościoła Katolickiego, nr 108: że wiara chrześcijańska nie jest religią Księgi. Innymi słowy, Pismo Święte wcale nie jest największym darem, który otrzymaliśmy od Boga. Jako chrześcijanie wierzymy, że Pismo Święte jest wielkim darem Bożym dla ludzi, że jego autorem jest sam Bóg, a wszystkie księgi zarówno Starego, jak Nowego Testamentu, w całości i we wszystkich swoich częściach, zostały spisane pod natchnieniem Ducha Świętego. Zarazem wierzymy, że Bóg obdarzył nas darem niewyobrażalnie większym niż Pismo Święte, ono zaś jest nam dane jako narzędzie.

Rzecz jasna, mówię teraz o Jezusie Chrystusie, na którego przyjście Stary Testament przygotowywał, Nowy Testament zaś jest Jego przyjścia autentycznym świadectwem. To On, Syn Boży i nasz Zbawiciel, jest tym jedynym Słowem, które Bóg ma nam ostatecznie do powiedzenia. Czcigodne teksty biblijne dopiero wtedy odbieramy jako Pismo Święte, kiedy rozbrzmiewają nam one Chrystusem, kiedy wczytując się w nie i otwierając się na nie w modlitwie, przybliżamy się do Chrystusa i Nim się napełniamy.

Stary Testament nie jest tylko historycznym dowodem przygotowywania ludzkości na przyjście Syna Bożego, a Nowy Testament nieomylnym, poświadczonym przez samego Ducha Świętego, dowodem Jego przyjścia. Obie te części Pisma Świętego są słowem Bożym, poprzez które Bóg również dzisiaj chce do nas mówić to jedyne Słowo, które jest Synem Bożym i naszym Zbawicielem, a które dwa tysiące lat temu przyszło do wszystkich pokoleń i wszystkich ludzi — również do mnie i do Pani.

Co z tego wynika w odniesieniu do postawionych przez Panią konkretnych pytań? Spróbuję pokazać to najpierw na przykładzie analogicznego pytania z Nowego Testamentu, które często jest mi zadawane, pytania o los Judasza. Ludzi niepokoi zwłaszcza to, że zdrada Judasza była zapowiedziana przez proroków. Ktoś zatem zdradzić musiał? Może Judasz był do tego czynu z góry zaprogramowany? Może zasługuje na nasze współczucie?

Na te pytania odpowiadam zazwyczaj w trzech punktach, mocno podkreślając, że absolutnie najważniejszy jest punkt trzeci:

1) Owszem, istnieje coś takiego jak tajemniczy przymus czynienia zła. Dotyczy to zarówno nałogów, jak i statystycznej konieczności zbrodni w wielkich ludzkich skupiskach. Z faktu jednak, że w milionowym mieście od czasu do czasu muszą być popełniane zbrodnie, niewątpliwie nie wynika, że poszczególni zbrodniarze byli do nich zdeterminowani. Oni mogli i powinni tych zbrodni nie popełnić. Źródłem łatwości czynienia zła, a nawet różnych nacisków, żeby je czynić, jest sama natura zła. Zło, jeśli go nie odrzucimy, ma to do siebie, że wręcz musi z niego wynikać zło następne. Toteż z całą pewnością nie Pan Bóg, ale właśnie te charakterystyczne dla zła mechanizmy doprowadziły do tego, że zdrada Judasza w jakimś sensie musiała być popełniona.

2) Jeżeli stawiamy sobie pytanie o los wieczny Judasza, warto nie przeoczyć prawdy oczywistej, że stanął on przed sprawiedliwym i miłosiernym Bogiem — i niewątpliwie nikt z nas nie jest i nie może być bardziej sprawiedliwy ani bardziej miłosierny niż sam Pan Bóg.

3) Przede wszystkim jednak warto sobie uprzytomnić, że postać Judasza pojawia się w Ewangeliach ze względu na nas, tzn. ze względu na tych kolejnych ludzi z różnych krajów i różnych pokoleń, do których dociera dobra nowina o Jezusie Chrystusie. Chodzi o to, żebyśmy starali się zauważać w sobie tego potencjalnego (a może już nie tylko potencjalnego) Judasza, którego w sobie nosimy. I żebyśmy starali się za pomocą łaski Bożej go z siebie usuwać.

Do tekstów starotestamentalnych, które budzą Pani niepokój, podchodzę dość podobnie. Przede wszystkim staram się usłyszeć zawarte w nich słowo Boże, skierowane do mnie dzisiaj. Otóż zawsze trzeba zaczynać od dokładnego przyjrzenia się historycznemu znaczeniu danego tekstu. Znajduje się on jednak w Starym Testamencie, zatem odegrał realną rolę w dziejach przygotowania ludzkości na przyjście Zbawiciela. Im prawdziwiej i głębiej to poznamy, tym większa szansa na to, że wsłuchując się w religijne przesłanie tego tekstu dla nas dzisiaj, autentycznie wsłuchujemy się w słowo Boże 1.

Jakie przesłanie dla nas dzisiaj może zawierać się w starotestamentalnych nakazach kamienowania ludzi zajmujących się czarami? Nie wyobrażam sobie, żeby wolno było zajmować się tym problemem przed postawieniem sobie wcześniej paru innych pytań: Dlaczego Stary Testament tak radykalnie zakazywał uprawiania czarów? Czy to możliwe, że sam Bóg nakazywał zabijać ludzi łamiących te zakazy? Są to pytania tym bardziej kłopotliwe, że, niestety, w polowaniach na czarownice, które odbywały się na początku ery nowożytnej, zwłaszcza w XVI i XVII stuleciu, nieraz właśnie na te nakazy się powoływano.

Otóż jeśli uważnie wczytamy się w wypowiedzi Starego Testamentu na ten temat, zauważymy, że uprawianie czarów jest tam równoznaczne z odrzuceniem Boga prawdziwego na rzecz bożków oraz z najbardziej ohydnymi czynami związanymi z kultem bożków, łącznie z zabijaniem dla nich w ofierze własnych dzieci: „Nie znajdzie się pośród ciebie nikt, kto by przeprowadzał przez ogień swego syna lub córkę, uprawiał wróżby, gusła, przepowiednie i czary; nikt, kto by uprawiał zaklęcia, pytał duchów i widma, zwracał się do umarłych” (Pwt 18,10n).

Znamienna uwaga, która pomoże nam nieco zrozumieć tamtą mentalność, znajduje się w opisie reform króla Jozjasza. Mianowicie król ten „usunął zaklinaczy, wieszczków, posążki domowe bóstw, bożki i wszystkie ohydy, które widziało się w kraju Judy i w Jerozolimie” (2 Krl 23,24). Zauważmy: według tamtej mentalności ludzie uprawiający sztuki tajemne bezczeszczą ziemię izraelską podobnie jak bałwochwalcze posągi. Zarówno owi ludzie, jak i owe posągi świadczą o porzuceniu Boga prawdziwego przez ten lud, dlatego powrót ludu do Boga wymaga — w myśl tamtej mentalności — ich zniszczenia na równi ze zniszczeniem materialnych znaków kultu bałwochwalczego.

Czy to możliwe, że sam Bóg żądał kary śmierci dla tamtych ludzi? Czy to możliwe, że Bóg, który jest Miłością, używał wobec swojego ludu tak okrutnych środków wychowawczych? Odpowiem na to z całą szczerością: tego nie wiem 2. Spróbujmy jednak uprzytomnić sobie, co — w wierze Kościoła — na ten temat wiemy na pewno:

1) Na pewno natchnionym słowem Bożym są również te fragmenty Starego Testamentu, które dzisiaj nas bulwersują swoim niedorastaniem do ducha Ewangelii. Chociaż powstały one w czasach, kiedy jeszcze dominowała mentalność bardzo prymitywna, i same są nią głęboko naznaczone, istota zawartego w nich przesłania — to, że Bogu prawdziwemu należy się nasza wierność i nigdy nie wolno Go porzucać na rzecz takich czy innych bożków — jest nieprzemijalnie prawdziwa.

2) Na pewno ciężkiej obrazy Boga dopuszczali się ci chrześcijanie, a więc ludzie obdarzeni znajomością Ewangelii, którzy powoływali się na surowe sankcje starotestamentalne, ażeby stosować je we współczesnym sobie prawie karnym. W Jezusie Chrystusie przecież ostatecznie poznaliśmy prawdę o Bogu (por. J 12,45; 14,9), którego „słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i który zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5,45). Jezus Chrystus, który jest idealnym Obrazem swojego Ojca, oszczędzał nawet trzcinę nadłamaną i był pełen delikatności nawet wobec gasnącego knotka (por. Mt 12,20; Iz 42,3).

3) Inspirowana duchem Ewangelii mądrość Kościoła tradycyjnie proponuje dwie reinterpretacje przepisów starotestamentalnych przewidujących karę śmierci za takie lub inne przestępstwa. Mianowicie wierzymy, że czyny zagrożone w Starym Testamencie karą śmierci sprowadzają na nas śmierć duszy, tzn. są grzechami śmiertelnymi. Po wtóre, starajmy się słyszeć w tamtych przepisach wezwanie do uśmiercania w sobie samym tego bałwochwalcy, który porzuca Boga, do uśmiercania w sobie tego grzesznika gotowego dopuścić się cudzołóstwa, tego bluźniercy nieliczącego się ze świętością Boga, tego niegodziwca gotowego prześladować własnych rodziców itp.

Pyta Pani ponadto, jak miłosierny Bóg mógł w czasach Wyjścia tak surowo ukarać Egipcjan. Niepokoi Panią zwłaszcza ostatnia plaga — śmierć pierworodnych, zatem również niewinnych dzieci. Również przemyślenia na ten temat spróbuję wyłożyć w punktach:

1) Wyprowadzenie ludu Bożego z niewoli faraona i wprowadzenie do Ziemi Obiecanej jest centralnym w Starym Testamencie wydarzeniem zbawczym, dlatego starajmy się unikać takich wyjaśnień, które rozmywałyby historyczność tego wydarzenia. Niewątpliwie lud Izraela doświadczył w ciągu tamtych czterdziestu lat niepowtarzalnych i nieraz wręcz nieprawdopodobnych dowodów Bożej opieki. Również opowiadanie o plagach egipskich (Wj 7,14–12,36) dotyczy faktów, które zdarzyły się naprawdę, choć nie należy wykluczać jakiejś obróbki literackiej w biblijnej relacji na ten temat.

2) Już Ojcowie Kościoła zwracali uwagę na to, że w opowieści o plagach egipskich przepaść dzieli moc Bożą od mocy demonicznej czarowników egipskich. Bóg zawsze ma moc położyć kres złu, a nawet zamienić je w dobro; czarownicy egipscy mogą tylko sprowadzić zło, ale nie mogą go już odwrócić ani skierować ku dobremu. „Magowie egipscy — pisał Orygenes — wywiedli muchy, ale nie umieli ich odpędzić. Mojżesz zaś wywiódł muchy i odpędził je. Bóg nasz bowiem sprawia ból, a potem go łagodzi. Wroga moc natomiast może spowodować zło, ale nie potrafi przywrócić pierwotnego stanu rzeczy”.

3) Nasze litowanie się nad pierworodnymi Egipcjan utrudnia nam rozpoznanie głównego przesłania opowieści o plagach egipskich: faktu, że jest to opis wytrwałej walki Boga w obronie swego „syna pierworodnego”, którym był lud Izraela. Dopiero wtedy, kiedy żadne inne uderzenia nie pomogły, Bóg zdecydował się na uderzenie najmocniejsze: uderzył w pierworodnych Egipcjan.

4) Warto sobie uświadomić, że jałowym rozbudzaniem emocji jest rozczulanie się nad losem pierworodnych Egipcjan (podobnie jak nad losem ofiar potopu, dzieci z Sodomy i Gomory itp.). Dobrze jest napełnić się dogmatyczną pewnością, że sprawiedliwy i miłosierny Bóg niewątpliwie nikogo nie skrzywdził ani nie skrzywdzi. Do dziś wiele dzieci nam umiera i jest to tajemnica, której na tej ziemi nie zgłębimy. W wierze mamy jednak absolutną pewność, że w wymiarze ostatecznym Bóg żadnego dziecka nie skrzywdzi. Również ani jeden z pierworodnych Egipcjan, którzy poginęli w noc paschalną, w wymiarze ostatecznym na pewno nie został skrzywdzony.

5) Każdy z nas ma natomiast wiele powodów, aby modlić się o noc paschalną w swoim własnym życiu. Oby anioł Pański często przychodził do mojego wnętrza i raził w nim „pierworodnych” tego wszystkiego, co we mnie ciemne! I oby brał w obronę „pierworodnych” tego wszystkiego, co we mnie Boże!

Jacek Salij OP

 

1 W tej rubryce już wielokrotnie przypatrywaliśmy się trudnym kartom Starego Testamentu, m.in. w tekstach pt. Ofiara Abrahama, Czy Bóg kazał wymordować ludy Kanaanu?, „Oko za oko, ząb za ząb”, Psalmy złorzeczące, Okrutna kara za drobne przewinienie. Wszystkie te teksty można znaleźć w książce: Jacek Salij, Tajemnice Biblii, Wydawnictwo W drodze, Poznań 2003.
2 Wybitny profesor biblistyki, któremu pokazałem ten tekst przed wysłaniem go do redakcji, poradził mi dopisanie jeszcze dwóch następujących uwag: „przy przepisach karnych Starego Testamentu przeważnie brak przykładów ich stosowania. Ich gatunek literacki można zilustrować uwagą Marii von Ebner–Eschenbach: »Kto przy dzieciach drwi lub kłamie, popełnia zbrodnię godną kary śmierci«. Po drugie, sposób myślenia Starego Testamentu przypisuje wszystko Bogu jako pierwszej przyczynie, często pomijając przyczyny pośrednie”.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Te dzieci nadal są nasze

"Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki"

"Uświęca się niewierzący mąż dzięki swej wierzącej żonie"

Dlaczego czcimy Dzieciątko Jezus?

"Nauczać kobiecie nie pozwalam" (1 Tm 2,12)


komentarze



Facebook