Znamię Bestii

Wydaje się, że niepokój wyrażony w poniższym liście ogarnia dziś różnych ludzi. Kiedy zajrzałem do Internetu, ażeby przypatrzeć się poruszonemu tu tematowi, świadectw podobnego niepokoju znalazłem bardzo wiele.

Jak mamy dzisiaj rozumieć – zapytuje Autor listu – wypowiedź Apokalipsy 13,16n, gdy mówi, że nadejdą czasy, kiedy „wszyscy, mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy, otrzymają znamię na prawą rękę lub czoło, i nikt nie będzie mógł kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia Bestii”.
   Jak to odnieść do czipów, które już są wszczepiane pod skórę ludziom i mają służyć właśnie jako karta bankowa lub dowód osobisty. To przecież jest rzeczywistość, która niedługo nadejdzie i do nas, a więc czy jest to znak Bestii? Czy jeśli będzie taki przymus państwowy, by wszczepić czipa pod skórę, czy chrześcijanie będą musieli jednak pozostać wierni Bogu i odmówić wszczepienia?

Z pewnością zbyt mało myślimy i rozmawiamy na temat zagrożeń dla naszej wolności i prywatności, które płyną z rozwoju współczesnej elektroniki. Dziś niemal każdego można podsłuchać, podglądnąć, nagrać, sfilmować, mieć dostęp do cudzych listów, zwłaszcza elektronicznych – i to nawet długo po ich skasowaniu w komputerach nadawcy i odbiorcy. Ten nieprzemyślany, a zarazem prawie niedostępny dla kontroli prawnej problem tworzy w naszej zbiorowej podświadomości ogrom niepokoju, który ujawnia się nieraz w sposób zaskakujący.

Jednak temat ten zostawmy na boku i ograniczmy się do podniesionego w liście wątku biblijnego. Zwłaszcza że w historii już nieraz się zdarzało, że wyrwane z kontekstu zdania z Apokalipsy były wykorzystywane w sposób opaczny. W mojej książce pt. Tajemnice Biblii, w artykule Apokalipsa czytana po gnostycku, przypomniałem wiele takich dowolnych i urągających powadze słowa Bożego interpretacji. Przedstawiłem tam również zdumiewająco niemądre staropolskie objaśnienie, co znaczy owo znamię Bestii na prawej ręce lub czole.

Otóż najwłaściwszym sposobem ustalania autentycznego sensu różnych znajdujących się w Piśmie Świętym tajemniczych wypowiedzi jest odczytywanie ich w bliższym i dalszym kontekście, w jakim się one znajdują. Również sens cytowanego w liście wersetu spróbujmy zrozumieć w ten właśnie sposób.

Podstawowe przesłanie Apokalipsy

Apokalipsa, napisana na przełomie I i II wieku ery chrześcijańskiej, jest ostatnią księgą Nowego Testamentu. Bezpośrednimi jej adresatami są ówczesne wspólnoty chrześcijańskie w Azji Mniejszej, których konkretne problemy naszkicowane zostały w rozdziałach 2 i 3.

Ludzie ci doświadczyli na własnej skórze, jak smakują prześladowania za wiarę: „Ty masz wytrwałość i zniosłeś cierpienie dla imienia mego – niezmordowany” (2,3). Zarazem grożą im prześladowania następne: „Oto diabeł ma niektórych spośród was wtrącić do więzienia, abyście próbie zostali poddani” (2,10). Dlatego apostoł Jan chce im dodać otuchy i chronić przed poddaniem się strachowi: „Przestań się lękać tego, co będziesz cierpiał” (tamże).

Co więcej, również wewnątrz tych wspólnot pojawiły się różne siły destrukcyjne. Sporo zamieszania wprowadzają jacyś samozwańczy nauczyciele, którzy przeinaczają otrzymane od apostołów orędzie wiary (2,2 i 6). Ponadto, w obliczu grożących prześladowań pojawiają się teorie, jakoby wiarę w Chrystusa można było pogodzić ze składaniem ofiar bożkom (2,14 i 20).

Łatwo było wśród takich okoliczności utracić nadzieję i zacząć patrzeć na Kościół oraz na swoje zaangażowanie w wiarę jako na słabą łupinkę, która już wkrótce nieuchronie zostanie zniszczona – i w wierze się załamać. Swoją Apokalipsę apostoł Jan napisał dla chrześcijan, znajdujących się w takiej właśnie sytuacji. Natomiast sam Duch Święty zatroszczył się o to, żeby zawarte w niej przesłanie było ponadczasowe i żeby mogło dawać umocnienie kolejnym pokoleniom wyznawców Chrystusa.

O los Kościoła – to jest podstawowe przesłanie Apokalipsy, powtarzane w kolejnych obrazach tej księgi – możemy być spokojni nawet wtedy, kiedy jest on przedmiotem frontalnych i wściekłych ataków, i patrząc po ludzku, wszystko zapowiada jego klęskę. „Przestań się lękać! – mówi Chrystus Janowi, objawiwszy się mu wśród widzialnych oznak swojej boskości – Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani” (1,17n). Później Jan usłyszy, że również w swoim człowieczeństwie Chrystus Pan otrzymał wszelką władzę na niebie i na ziemi: „Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (5,12).

Ta prawda – że Chrystus Pan już teraz jest zwycięzcą ostatecznym – przypominana jest nieustannie na kolejnych stronach Apokalipsy. Walka dobra ze złem, Chrystusa z Antychrystem jest już rozstrzygnięta. Chrystus Pan jest zwycięzcą ostatecznym i nieodwołalnym, ale również Jego Kościół już teraz jest „Niewiastą obleczoną w słońce” (12,1). Już teraz, mimo że prześladowany, triumfuje, uczestnicząc w zwycięstwie Chrystusa. Ostateczny zaś triumf Kościoła przedstawiony jest w dwóch ostatnich rozdziałach Apokalipsy.

Dlaczego wobec tego siły wrogie Chrystusowi wciąż napastują Jego Kościół, skoro „wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię” (12,9), jest w pełni świadom tego, że przegrał już ostatecznie? W Apokalipsie znajduje się podwójna odpowiedź na to pytanie. Szatan daje w ten sposób upust swojemu irracjonalnemu, niszczycielskiemu gniewowi – tym większemu, że jest on „świadom, że mało ma czasu” (12,12). Niestety, jego gniew w tym jest skuteczny, że udaje mu się niejednego człowieka wciągnąć w zależność od siebie, a zatem w orbitę śmierci.

Natomiast Pan Bóg dlatego dopuszcza prześladowania Kościoła, żeby „okazała się wytrwałość świętych, tych, którzy strzegą przykazań Boga i wiary Jezusa” (14,12). Na kartach Apokalipsy wielokrotnie przypomina się o tym, że doznawanie prześladowań za wiarę oraz śmierć męczeńska nie jest przegraną, ale zwycięstwem (2,7.11.17; 3,5.12.21; 6,11; 7,14; 12,11; 20,6; 21,7).

Żeby zaś dodać otuchy prześladowanym, autor Apokalipsy raz po raz przypomina, że sam Bóg wyznaczył granice prześladowań swojego Kościoła, tak że z zasady trwają one krótko: „dziesięć dni” (2,10), „trzy i pół dnia” (11,11), „czterdzieści dwa miesiące” (11,2), „tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni” (12,6), czyli trzy i pół roku. Przypomnijmy, że połowa siódemki w symbolice hebrajskiej wskazuje na krótkość.

Małpowanie Pana Boga

Przymuszanie do przyjęcia znaku Bestii pod groźbą radykalnej marginalizacji społecznej wpisuje się więc w przedstawione wyżej prześladowania, które będą spotykały Kościół aż do dnia Sądu Ostatecznego. Od razu zauważmy, że stanowi ono cząstkę strategii sił ciemności, które – choć nieodwołalnie przegrane – udają rywali Boga i Chrystusa. Co więcej, posługując się przemocą i niszczeniem, bezczelnie manifestują, jakoby były one potężniejsze od Boga i Chrystusa i jakoby to do nich należało zwycięstwo ostateczne.

Przypatrzmy się bliżej temu – bardzo wyeksponowanemu w Apokalipsie – wątkowi parodiowania Pana Boga przez siły grzechu i śmierci. Otóż Trójcy Świętej – Bogu i Barankowi, i Duchowi Świętemu – siły te przeciwstawiają swoją trójcę diabelską. Smoka już tu przedstawiliśmy – jest to „Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan” (12,9). Postać następna, czyli Bestia pierwsza, jest parodią Bożego Baranka, który dał się zabić, aby wszystkich obdarzyć życiem. Ta zaś Bestia rozsiewa śmierć i jest podobna do najstraszniejszych drapieżników (13,2), a zamiast miłości posługuje się bluźnierstwem, przemocą i przymusem (13,5–10). Symbolizuje ona wrogą Bogu i zabijającą Jego wyznawców potęgę polityczną. Nosi ona tajemnicze imię 666. Jakkolwiek właśnie tę liczbę daje gematryczne odczytanie imienia cesarza Nerona, to – ponieważ liczba sześć w symbolice hebrajskiej wskazuje na skończoność i niedoskonałość – wydaje się, że apostoł Jan chciał za pomocą tej potrójnej szóstki powiedzieć, że Bestię dzieli od Boga i Baranka przepaść niedoskonałości.

Trzecia postać tej koszmarnej trójcy, Bestia druga, to siewca kłamstwa, który „sprawia, że ziemia i jej mieszkańcy oddają pokłon pierwszej Bestii” (13,12). Chociaż do gruntu zła, stara się być podobna do Baranka (13,11). Uosabia ona niegodziwą propagandę na rzecz wrogich Bogu sił śmierci, dzisiaj nazwalibyśmy ją przyjmującym różne wcielenia Goebbelsem, a Apokalipsa nazywa ją również Fałszywym Prorokiem (16,13; 19,20; 20,10). Jest ona pokraczną parodią Ducha Świętego, który jest Duchem prawdy i miłości. Jej celem jest budzenie podziwu dla sił ciemności i zniszczenia, tak by „cała ziemia w podziwie powiodła wzrokiem za Bestią” (13,3 i 13).

Głównym parodystą Baranka Bożego jest Bestia pierwsza. Parodiuje ona Jego wszechwładzę i chciałaby otrzymywać analogiczne hołdy: „A Smok dał jej swą moc, swój tron i wielką władzę (…) i dano jej władzę nad każdym szczepem, ludem, językiem i narodem; wszyscy mieszkańcy ziemi będą oddawać pokłon władcy” (13,2 i 7n). Co więcej, ta potworna Bestia usiłuje nawet naśladować śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa: „I ujrzałem jedną z jej głów jakby śmiertelnie zranioną, a rana jej śmiertelna została uleczona” (13,3).

Przymuszanie wszystkich do przyjęcia piętna Bestii jest częścią jej programu, ażeby niegodziwie ucharakteryzować się na podobieństwo Baranka – Chrystusa Pana. W Apokalipsie pieczęć (sfragis) lub wypisane imię (to onoma gegrammenon) Boga i Baranka na czołach Bożych przyjaciół jest znakiem wywyższenia, a zarazem znakiem ochronnym, życiodajnym, broniącym przed śmiercią (7,2–8; 9,4; 14,1; 22,4). Bestia naznacza tych wszystkich, których zdołała sobie poddać, haniebnym piętnem zniewolenia. Znak ten konsekwentnie nazywany jest w Apokalipsie odrębnym i uwłaczającym człowiekowi wyrazem charagma (13,16n; 14,9.11; 16,2; 19,20; 20,4), który utworzony jest od czasownika charassein (naciąć, wyrżnąć, wyryć, napiętnować).

Czym konkretnie jest piętno Bestii?

Zatem czym konkretnie jest to piętno Bestii, o którym mówi Apokalipsa? Czy racjonalny jest niepokój, że w czasach ostatecznych będą to czipy, obowiązkowo wszczepiane ludziom na urągowisko z ich godności i wolności? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto pamiętać, że fałszywa interpretacja wypowiedzi biblijnych może nas odciąć od zawartego w nich słowa Bożego, interpretacja zaś obskurancka – wystawia słowo Boże na pośmiewisko.

Owszem, elektroniczne monitorowanie stosowane jest już dzisiaj. Dzięki niemu można się wiele dowiedzieć o wędrówkach dzikich zwierząt, ryb i ptaków. Elektroniczne obrączki umożliwiają osobom skazanym odbywanie kary ograniczenia wolności poza więzieniem. Nie znam tych innowacji dokładnie, ale generalnie nie zgłaszałbym pod ich adresem moralnych zastrzeżeń.

Natomiast trudno sobie wyobrazić, żeby jakiekolwiek państwo chciało – i mogło – narzucić system elektronicznego monitorowania zwyczajnym swoim obywatelom. A gdyby jednak? Osobiście proponuję nie przejmować się problemami „co by było gdyby” i „jak w takich wymyślonych, nawet jeśli teoretycznie możliwych sytuacjach powinien się zachować chrześcijanin?”. Znacznie ważniejszy wydaje się problem, na czym dzisiaj może polegać piętno Bestii i co robić, żeby nie dać go sobie narzucić.

Przedtem małe wyjaśnienie: Znaki hańbiące, narzucone gwałtem i wbrew woli, nie hańbią. Zatem nie znakiem hańby, ale dowodem doznanej niesprawiedliwości był obozowy numer wytatuowany na ręku więźnia oświęcimskiego. Natomiast więcej niż znakiem hańby, bo piętnem Bestii, był analogiczny tatuaż, po którym można było poznać esesmanów. Bestia umie zresztą znaczyć swoich niewolników również z większą dyskrecją. Była takim znakiem na przykład legitymacja NSDAP, jest nim – nawet bez legitymacji – każde inne opowiadanie się po stronie cywilizacji śmierci.

Piętno Bestii nie musi się bowiem uzewnętrzniać. Dziennikarze oraz inni pracujący w przestrzeni publicznej, którzy dali się przymusić do „oddawania pokłonu obrazowi Bestii” (13,15), ludzie aktywnie przyczyniający się do zabijania poczętych dzieci czy do jakiegokolwiek innego zabijania niewinnych, ci wszyscy, którzy z lęku przed utratą pracy i chleba zdecydowali się porzucić wiarę, prawdę lub sprawiedliwość – wszyscy oni, niestety, pozwolili się naznaczyć piętnem Bestii. Jeden tylko Bóg zna całą prawdę o tym bezmiarze zdrady i niegodziwości, jakie od pokoleń dzieją się na naszej ziemi. Cała nasza nadzieja w tym, że Jego miłosierdzie jest większe niż nasze odstępstwa.

Zarazem w każdym pokoleniu nie brakowało ludzi, którzy dokładnie zrozumieli przesłanie Apokalipsy, że ostateczne zwycięstwo już teraz należy do Chrystusa i Kościoła, a szatan już teraz jest żałosnym bankrutem – i nie bali się go nawet wtedy, kiedy sierdził się i zabijał. Spójrzmy na przykład na fragment listu, jaki w roku 252 przesłał Cyprian, biskup Kartaginy, do papieża Korneliusza na wieść o pięknym zachowaniu się chrześcijan rzymskich podczas zarządzonych właśnie przez cesarza Decjusza prześladowań Kościoła:

Nie sposób wypowiedzieć całej naszej radości i szczęścia, skoro tylko otrzymaliśmy dobre wieści o waszej odwadze… Bóg w swym miłosierdziu zbawiennymi wskazaniami przypomina, że zbliża się już dla nas dzień walki i ostatecznych zmagań, nie ustawajmy w postach, czuwaniach, modlitwach wraz z całym ludem. To właśnie jest nasz oręż niebieski, który pozwala nam mężnie trwać i wytrwać. To właśnie są nasze mury obronne i duchowe strzały, które nas chronią.

Z całą pewnością nie jest to list fanatyka. Dodajmy, że wkrótce obaj biskupi – i Cyprian, i Korneliusz, każdy w swoim mieście – dopełnili swojego męczeństwa, natomiast z procesu biskupa Cypriana zachował się nawet protokół sądu prześladowczego, w którym zapisano, że na orzeczenie kary śmierci Cyprian odpowiedział: Deo gratias, Bogu niech będą dzięki! On, cały przytulony do Chrystusa, naprawdę nie bał się ani Smoka, ani jego Bestii.

Odpowiedzmy jeszcze wprost na pytanie, czy te czipy – jeżeli będą ludziom narzucane – to będzie znak Bestii. Otóż na to pytanie odpowiedziałbym słowami Pana Jezusa: „Nie troszczcie się zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy” (Mt 6,34). Przede wszystkim starajmy się zauważać, w jaki sposób dzisiaj ludzie – być może również my sami – stajemy się sługami Bestii i pozwalamy naznaczyć się jej piętnem. I postanówmy sobie całym sercem z jakąkolwiek służbą Bestii nie mieć nic wspólnego.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Autor pominął trzy wypowiedzi

Czy wolno wierzyć w sny?

RELIGIJNE ZOBOJĘTNIENIE

Ile jest dogmatów wiary?

Polak katolik


komentarze



Facebook