NIEODPUSZCZALNE?
Człowiek o prawym, sprawnym, wrażliwym sumieniu w obliczu popełnionego grzechu ma dwie możliwości: uznanie prawdy, skruchę i nawrócenie, (...), albo trwanie w grzechu...

Cyprian Klahs OP

Niektórzy nigdy o nich nie słyszeli. Inni słyszeli, ale nie zrozumieli. Jeszcze inni wprawdzie słyszeli, ale nie wzięli ich sobie do serca, a przynajmniej nie odnieśli do siebie. Są wreszcie i tacy, którzy je usłyszeli, i było to dla nich jak rażenie piorunem, jak doświadczenie śmiertelnej grozy i atak paniki. Chodzi o słowa o bluźnierstwie czy też o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu – grzechu, który nie będzie odpuszczony ani w tym życiu, ani w przyszłym. O co w tym chodzi?

Bóg złagodniał

Długo, zbyt długo, wieki całe, chrześcijaństwo koncentrowało się na grzechach, sądzie, karze, potępieniu. Topografia, socjologia i technologie piekielne bardziej pociągały ludzką wyobraźnię niż blado wypadające i nudne nieco imaginarium niebiańskie, kategoria Bożego miłosierdzia i pozytywna wartość zbawienia. Było to charakterystyczne dla zwykłej, ludowej pobożności i moralności, ale dominowało też w katechezie i w znacznym stopniu w teologii. Powszechne było (i mimo wszelkich przemian wciąż jeszcze często się zdarza) myślenie kazuistyczne według schematu: Czy to już grzech? Gdzie zaczyna się grzech? Jak daleko mogę się posunąć, żeby jeszcze nie popaść w grzech, a jeśli już, to tylko w lekki?

Poziom koncentracji na grzechu dobrze obrazuje, jak mi się wydaje, podejrzliwość, z jaką początkowo przyjmowano przesłanie św. Faustyny o Bożym miłosierdziu. Czy to możliwe, słuszne i prawdziwe, że Bóg jest aż tak miłosierny? Że jest skory do bezgranicznego przebaczania? Czy wiara w Boże miłosierdzie nie rozluźni przypadkiem chrześcijańskich rygorów moralnych, nie zepsuje ludzkich sumień, nie będzie zachętą do pobłażania złu i grzechowi? Kardynał Walter Kasper w swoim obszernym studium Miłosierdzie. Klucz do chrześcijańskiego życia pisze, że we współczesnej teologii temat miłosierdzia, centralny dla Biblii, był karygodnie zaniedbany, a skutki tego są przerażające, a nawet katastrofalne.

W ostatnich dziesięcioleciach dokonała się jednak głęboka zmiana w nauczaniu katolickim. Ktoś nawet zauważył z odrobiną ironii, że „po ostatnim soborze Pan Bóg wyraźnie złagodniał”. Rzeczywiście, w drugiej połowie XX wieku miłosierdzie Boże zostało „odnalezione” i wydobyte na pierwszy plan nauki chrześcijańskiej. Jan Paweł II, który kanonizował Faustynę Kowalską, wprowadził do liturgii święto Miłosierdzia Bożego i miłosierdziu poświęcił jedną z pierwszych swoich encyklik, Dives in misericordia,ma tu chyba największe zasługi. Ale wcześniej niemało w tej sprawie zdziałał św. Jan XXIII, „Dobry Papież”, a później Benedykt XVI, no i oczywiście papież Franciszek, który uczynił miłosierdzie Boże centrum swojego głoszenia Ewangelii („Miłosierdzie to imię Boga”). Żaden z nich nie głosił oczywiście „miłosierdzia po przecenie”. Jednak w potocznym i często powierzchownym odbiorze (a nieraz również w katechezie i kaznodziejstwie) to niewyczerpane Boże miłosierdzie i przebaczenie grzechów stało się czymś tak oczywistym i bezdyskusyjnym, że obecnie mówienie o grzechach „nieodpuszczalnych”, niemożliwych do odpuszczenia, wydaje się czymś niestosownym, skandalem albo wręcz bluźnierstwem. A przecież w ewangeliach nieraz natrafiamy na ostrzeżenia przed wiecznym potępieniem, karą piekła ognistego itp. Nauka Jezusa o bluźnierstwie przeciwko Duchowi Świętemu albo, jak częściej się to ujmuje, o grzechach przeciwko Duchowi Świętemu jest jednym z tych groźnie brzmiących i trudnych fragmentów Dobrej Nowiny.

Tajemnicze i trudne

Choć są to zaledwie jeden lub dwa wersety, to słowa Jezusa o bluźnierstwie przeciw Duchowi są niezwykle ważne. Przekazują je wszystkie trzy ewangelie synoptyczne (Mt 12,31; Mk 3,28–30; Łk 12,10). Różnią się one szczegółami i kontekstem, w którym zostały umieszczone, co czasami wpływa na ich interpretację. Są to więc słowa ważne, ale są też tajemnicze i trudne, i to do tego stopnia, że teologowie i pisarze chrześcijańscy, od starożytności do dziś, niezbyt się kwapili, by je komentować, a jeśli już, to zwykle krótko i zdawkowo. Ta trudność ma różne poziomy: Dlaczego akurat bluźnierstwo miałoby nie być odpuszczone? Dlaczego przeciw Chrystusowi tak, a przeciw Duchowi nie? I w ogóle, co to za grzech lub grzechy? Święty Jan Chryzostom tłumaczy na przykład, że w sprawie Chrystusa można się było pomylić, bo choć był Synem Bożym, uniżył samego siebie i był „w zewnętrznym przejawie uznany tylko za człowieka” (Flp 2,7), co można potraktować jako okoliczność łagodzącą. Tymczasem Duch Boży był znany od początku, od stworzenia świata, przy którym asystował, „unosząc się nad wodami” (Rdz 1,2). Inni, na przykład św. Ambroży, tłumaczyli, że na pewno ten fragment nie oznacza wyższości Ducha Świętego nad Synem Bożym. Albo jeszcze krócej: W historii Kościoła grzech ten rozumiano rozmaicie.

Stosunkowo dużo miejsca temu zagadnieniu poświęca św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej. Od niego też pochodzi najczęściej przedstawiane tłumaczenie istoty tego grzechu. Chodzi mianowicie o dwie skrajne postawy grzesznika wobec Bożego miłosierdzia. Tomasz nazywa je „zuchwałością” i „rozpaczą”. Zuchwałość oznacza tu następujące przekonanie: Pan Bóg jest tak miłosierny, że wszystko mi przebaczy bez względu na moją postawę, pragnienie, staranie, żal, skruchę, nawrócenie i zadośćuczynienie; moje grzechy to problem Pana Boga, ja nie muszę się nimi w ogóle przejmować. Rozpacz natomiast oznacza totalne zwątpienie w potęgę Bożego miłosierdzia: moje grzechy są tak wielkie, że choćbym nie wiem jak za nie żałował, pokutował, choćbym się radykalnie nawrócił, Bóg nie jest w stanie mi ich wybaczyć. Zatem dla takiego zrozpaczonego grzesznika nie ma już ratunku. Obie te postawy, skrajnie przeciwstawne, mają jednak coś wspólnego – trwanie w grzechu. Bo jeśli Bóg jest tak miłosierny, że wszystko mi wybaczy, mogę nadal grzeszyć, nie muszę nic zmieniać; jeśli natomiast miłosierdzie Boże jest za małe, żeby Bóg mi wybaczył, nie ma sensu nawet na nie liczyć, nie robi więc różnicy, czy zmienię swoje postępowanie, czy nie, a skoro tak, to mogę dalej grzeszyć. Ostatecznie obie te postawy, jak objaśnia św. Tomasz, sprowadzają się do pogardzania Bożym miłosierdziem.

Zuchwałość i rozpacz – to najczęściej spotykane rozumienie „grzechów przeciwko Duchowi Świętemu”. Akwinata rozważa jednak jeszcze inne możliwości: uporczywy brak pokuty, świadome i dobrowolne trwanie w zatwardziałości serca, świadome i wyrachowane nieposłuszeństwo Bogu, zazdroszczenie innym łaski Bożej czy wręcz życzenie, by Bóg odmówił naszym bliźnim swojej łaski (także swojego miłosierdzia). Wreszcie Tomasz pisze też o nieprzyjmowaniu albo wręcz o zwalczaniu poznanej prawdy przede wszystkim po to, żeby móc łatwiej grzeszyć.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Cyprian Klahs OP - ur. 1969, dominikanin, przełożony braci studentów, napisał m.in. "Pamiętniki Jonasza i inne apokryfy"; "Nadzieja. Lekarstwo na narzekanie i zniechęcenie"; "Różaniec. Modlitwa prostoty i głębi". Mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Poszukiwacze perły

Słaba i silna wola

Wierzysz?

BŁOGOSŁAWIENI, CZYLI SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU

Za was i dla was


komentarze



Facebook