Archwium > Numer 566 (10/2020) > Orientacje > WYSTARCZY UCHYLIĆ DRZWI

WYSTARCZY UCHYLIĆ DRZWI
Pełnia miłości, Sigrid Nunez, tłum. Dobromiła Jankowska, Wydawnictwo Pauza, Warszawa 2020, 208 stron

Aleksandra Przybylska

Nie da się zmieścić pełni miłości na 208 stronach zeszytowego formatu – to chyba pierwsza myśl, jaka może przyjść do głowy. Ale tylko tym czytelnikom, którzy nie poznali jeszcze mistrzostwa Sigrid Nunez. Każdy, kto czytał równie mikrego w objętości Przyjaciela amerykańskiej pisarki, wie, że umiejętność opowiadania, operowania językiem, a co za tym idzie – tworzenia prozy będącej samą esencją dobrej literatury, słowem, wszystko to u Nunez jest najwyższej próby. Nic więc dziwnego, że Pełnia miłości jest jej kolejną znakomitą książką.

Wszystko się skończyło, ale…

Nie sposób mówić czy pisać o akcji tej książki. Gdyby jednak spróbować, to osią będzie historia na pozór błaha, jakich tysiące w skali całego globu. Oto mamy narratorkę, której przyjaciółka choruje na raka. Odbywa właśnie terapię w jednym z amerykańskich szpitali, gdzie narratorka ją odwiedza. Podczas tej wizyty wybiera się na tamtejszy kampus uniwersytecki posłuchać wykładu słynnego naukowca. Jest mowa o modnych dziś – i ważnych – tematach: paliwach kopalnych, zmianach klimatu, człowieku, który sam sprowadza na Ziemię koniec świata, jaki znamy. Wreszcie pojawia się w wywodzie profesora wielce kontrowersyjna myśl, że czas już przestać się rozmnażać, bo nie mamy dzieciom nic dobrego do zaoferowania. Idea ta zdaje się nowa i obrazoburcza, choć wcale tak nie jest, o czym z pewnością wie i Sigrid Nunez. Ruch Birth Strike, którego członkowie rezygnują z potomstwa, by zwrócić uwagę na katastrofę klimatyczną, działa od dobrych kilku lat.

Profesor jest jednym z eks naszej narratorki. A ich wzajemna relacja, a raczej stosunek narratorki do byłego partnera, to pierwszy z rodzajów miłości, o jakich w wysublimowany sposób Nunez opowiada nam w tej książce. Miłość, która choć się skończyła, to w pewien sposób nie przemija.

O miłości jest też poniekąd wykład naukowca. Bo czyż nie jest najwyższą formą miłości niesprowadzanie na świat potomstwa, jeśli ma się przeświadczenie, że więcej czyha tu na nie zagrożeń niż dobra? A może ta logika jest zbyt pokrętna? Może prawdą jest raczej to, co już wiemy o sobie, o ludziach – nasza miłość przejawia się między innymi w sprowadzaniu dzieci na świat. To jedno z tych fascynujących miejsc, gdy Sigrid Nunez delikatnie przytrzymuje czytelnika i skłania go do refleksji o świecie, w którym żyjemy. I o nas samych. Jakby pytała nie wprost, kim jesteśmy.

Troska i wybór jako rodzaje miłości

Miejsc takich jest w Pełni miłości znacznie więcej. Podobnie jak rodzajów miłości, o których czytamy. Jest więc miłość kota do gospodyni, u której pomieszkuje narratorka, a o której zwierzę opowiedziało jej pewnego wieczoru. Jest przepiękna opowieść o kobiecie, którą narratorka spotyka od wielu lat w swoim rodzinnym mieście na siłowni – kiedyś młodej, przyciągającej uwagę, potem dojrzałej, spełnionej, dziś porzuconej przez mężczyznę. Ileż jest na świecie kobiet, którym nagle wszystko się wówczas wali?

Mamy tu także opowieść o synu, który się troszczy o starzejącą się samotnie matkę. Znakomity jest w tej historii wtręt do wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych z 2016 roku, gdy o urząd walczyli Hillary Clinton i Donald Trump. Ale nie zdradzę szczegółów. Jednak ten dwuzdaniowy zaledwie akapit jest kolejnym dowodem na mistrzostwo pisarskie Nunez.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Aleksandra Przybylska - dziennikarka "Gazety Wyborczej", mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

NASZA PRACA MUSI MIEĆ SENS

I ŚLUBUJĘ CI... A JEDNAK NIE

SMAKI JĘZYKÓW

WOJNA PO DUŃSKU


komentarze



Facebook