ZAUWAŻ MNIE
Spotkałam się z sytuacjami, że uczeń, który się źle zachowywał na lekcji, za karę został wysłany do pedagoga albo do psychologa szkolnego na rozmowę.

Katarzyna Kolska: Co się stało z naszymi nastolatkami?

Katarzyna Semczuk-Dembek: Ja bym zapytała: Co się w ogóle z nami stało? W jakiej kondycji psychofizycznej jesteśmy? Co my, dorośli, myślimy o świecie? Często są to myśli dramatyczne. Obawiamy się o swoje zdrowie, o przyszłość naszych bliskich, o sytuację ekonomiczną i polityczną w Polsce i na świecie, coraz częściej boimy się o naszą planetę, na przykład o pogłębiające się zmiany klimatyczne. Dzieci to widzą, słyszą i wyczuwają nasze niepokoje. A cechą charakterystyczną nastolatków, która wynika z ich rozwoju, jest to, że przeżywają wszystko dużo intensywniej niż my – radość, lęk, złość, smutek. Skoro my myślimy często pesymistycznie o życiu i świecie, one odczuwają to jeszcze dotkliwiej. Patrzą na dorosłych i widzą ludzi, którzy są wycieńczeni, zagonieni, nerwowi, zdarza się, że agresywni, bezradni, uciekają w różne uzależnienia, nie umieją mówić o emocjach, przyznawać się do błędów czy prosić o pomoc. To na kim one mają się oprzeć, albo jak mają uwierzyć, że życie ma sens i że jest po co żyć?

Media alarmują, że dzieci coraz częściej odbierają sobie życie.

Policyjne statystyki z ostatnich trzech lat dotyczące śmierci w następstwie prób samobójczych nie potwierdzają tego. Między 2017 a 2019 rokiem liczba samobójstw w grupie wiekowej od 13 do 18 lat utrzymuje się na mniej więcej podobnym poziomie, około 100 rocznie. W grupie wiekowej od 19 do 24 lat mamy dane też na tym samym poziomie – w 2017 roku były 353 samobójstwa, a w roku 2019 – 360.

Mimo to samobójstwa są jedną z najczęstszych przyczyn zgonów wśród dzieci w wieku od zera do 19. roku życia.

Niestety tak. Szczególnie powinno zaniepokoić nas to, że samobójstwa popełniają coraz młodsze dzieci. W grupie wiekowej od 7 do 12 lat kiedyś ich nie było wcale – teraz są stwierdzone cztery. To bardzo alarmujący sygnał. Podobnie jak opublikowany w ostatnich dniach raport NIK, z którego wynika, że liczba prób samobójczych dzieci w wieku od 7 do 18 lat w Polsce rośnie – od 2017 do połowy 2019 roku prawie dwa tysiące dzieci próbowało się zabić. I pamiętajmy, że to są tylko zgłoszone sytuacje.

Co takiego musi się wydarzyć, że dziecko nie ma siły żyć i jedynym dobrym rozwiązaniem, jakie dla siebie widzi, jest odebranie sobie życia?

Jest to splot różnych trudnych czy nawet tragicznych zdarzeń, które zachodzą w dłuższym czasie i które się pogłębiają. Niezwykle rzadko samobójstwo jest wynikiem impulsu. Nawet jeśli jest to impuls, to najczęściej poprzedzony długim okresem nawarstwiających się problemów i zdarzeń. Oczywiście mówi się o tym, że zazwyczaj samobójstwa są wynikiem współistniejących chorób, na przykład psychicznych czy kryzysu w wyniku nasilonej depresji młodzieńczej.

10 września obchodziliśmy Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Polskie Towarzystwo Suicydologiczne przygotowało w związku z tym bardzo ciekawe wykłady pod hasłem: „Życie warte jest rozmowy: Samotność”. Wczoraj słuchałam fragmentu wystąpienia psychiatry prof. Agnieszki Gmitrowicz na temat wykluczenia, które jest przyczyną samotności. Wykluczenie w ogromnym stopniu dotyka młodych ludzi. A powody wykluczenia są najróżniejsze: dlatego, że się nie jest Polakiem, że ktoś jest chory, niepełnosprawny, nieśmiały, jest kujonem, nie tak wygląda, nie pali papierosów, ma inne poglądy – teraz jest na przykład głośno o temacie orientacji seksualnej. To wykluczanie oczywiście nie bierze się z niczego. Dzieci obserwują dorosłych, śledzą informacje w mediach i słyszą bardzo radykalne wypowiedzi skierowane pod adresem różnych osób czy grup społecznych. No i przejmują takie wykluczające myślenie o świecie czy instrumentalne traktowanie siebie nawzajem.

Wspomniała pani, że samobójstwo zazwyczaj nie jest wynikiem impulsu, tylko długotrwałego procesu, w tym choroby czy depresji. To brzmi przerażająco, że nastolatki, które powinny się cieszyć życiem i czerpać z niego pełnymi garściami, wpadają w depresję. Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyn jest wiele. Często są one takie same jak powody stanów depresyjnych u dorosłych: niepowodzenia w szkole i w pracy, brak poczucia bezpieczeństwa w domu, konflikty z najbliższymi, zerwanie lub kłopoty w związku, brak bliskich przyjaciół, osamotnienie, lęk przed przyszłością, brak nadziei na poprawę, choroba lub śmierć bliskich. Jeśli te trudności nakładają się na siebie i w związku z tym człowiek przeżywa dramatyczne chwile, wystarczy czasem drobna krytyka, jedna jedynka czy fala hejtu w sieci i zarówno młody, jak i dorosły człowiek może tego nie unieść, szczególnie jeśli nie ma – lub myśli, że nie ma – się do kogo zwrócić, pożalić się, wykrzyczeć czy wypłakać.

Dzieciom zaczyna bardzo brakować tego, czego brakuje też dorosłym, czyli otwartego, szczerego i wolnego od jakiejkolwiek presji kontaktu z ludźmi. Nastolatkom bardzo brakuje kontaktu z rodzicami czy z innymi dorosłymi, którzy mają dla nich czas, którzy mogą się z nimi pośmiać, pobawić, wysłuchać, nie są przepracowani, zestresowani, sfrustrowani. A z tym, niestety, w dzisiejszych czasach jest bardzo krucho. Dzieciom brakuje też czasu na swobodną zabawę w gronie rówieśników bez kontroli z zewnątrz, bez narzucania im, w jaki sposób mają się bawić, bez lansowania siebie, bez ryzyka, że ktoś to nagra, zamieści w mediach społecznościowych.

Nawet podwórka z trzepakiem opustoszały.

Podwórka opustoszały z różnych powodów. Nie zawsze jako rodzice chcemy, by dziecko bawiło się na podwórku. Jesteśmy świadomi różnych zagrożeń, więc wolimy mieć nasze dzieci pod kontrolą. I nawet jeśli pozwolimy im na zabawę z rówieśnikami, to mamy lokalizację w telefonie i je monitorujemy. A to jest bardzo trudne dla dzieci, bo one potrzebują nieskrępowanej, swobodnej zabawy i wolności od dorosłych.

Kolejnym powodem opustoszałych podwórek jest elektronika: komputery, komórki, tablety – to tam dzieci za naszym przyzwoleniem przeniosły swoje życie towarzyskie.

Są tego plusy i minusy. Lecz na pewno dzieci mają teraz znacznie mniej ruchu, niż miały kiedyś. A ruch fizyczny i zwykła zabawa na świeżym powietrzu są niezbędne do tego, żeby się pozbyć napięcia, żeby odreagować. My oczywiście o tym wiemy i nawet zapisujemy je na różne zorganizowane zajęcia – sztuki walki, skakanie na trampolinie, a nawet taniec na rurze. Ale dzieci i nastolatki potrzebują też wolnej przestrzeni do zagospodarowania po swojemu, do twórczej zabawy, a nawet do ponudzenia się przez chwilę. Nuda jest tak bardzo niepopularna, a ona jest twórcza i potrzebna, żeby zobaczyć, czego chcę i czego potrzebuję, i żeby nauczyć się znosić frustrację.

Pandemia i związane z nią zawieszenie zajęć w szkołach chyba się dzieciom nie przysłużyły.

Nie. Chociaż była grupa nastolatków, która poczuła olbrzymią ulgę, bo zniknęła presja szkoły – lęk przed wystąpieniami przed całą klasą, przed ocenami, sprawdzianami. U wielu dzieci ustąpiły objawy lękowe. A druga grupa to ta, u której stany depresyjne się nasiliły. Bo te nastolatki zostały zamknięte w domach, gdzie niejednokrotnie nie mają poczucia bezpieczeństwa, gdzie są narażone na konflikty, gdzie zdarza się przemoc psychiczna i fizyczna. I te dzieci nie miały dokąd uciec. Był nawet taki moment, że nie mogły samodzielnie wychodzić z domu. Wtedy podczas sesji online, bo terapia na chwilę też się przeniosła do internetu, słyszałam ich skargi, że zostały pozbawione wolności i zaufania, możliwości odpoczynku od rodziców.

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Semczuk-Dembek - psycholog, psychoterapeuta, jest członkiem zespołu Pracowni Dialogu w Warszawie, prowadzi terapię indywidualną i grupową dorosłych i młodzieży, terapię okołoporodową, warsztaty psychologiczne. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Pan Bóg obsypał nas złotymi dukatami

Czy chcesz tu być?

WYMYŚLIĆ SIEBIE NA NOWO

ZBIEG OKOLICZNOŚCI?

BYĆ BARDZIEJ


komentarze



Facebook