PRAWIE ALOJZY

Wojciech Ziółek SJ

Witam serdecznie! Nazywam się Alojzy Ziółek, jestem jezuitą. Znamy się mało, więc może powiem parę słów o sobie. Urodziłem się w Radomiu, w 1963 roku, w czerwcu. Znaczy, w połowie czerwca, właściwie to w drugiej połowie czerwca, dokładnie 21 czerwca.

Tak mogło być. Niewiele brakowało. Kiedy bowiem szykowałem się do przyjścia na świat, mama, wypytywana o to, jakie imię nosić będzie jej trzecie dziecko, odpowiadała, że będzie miało takie imię, jakie sobie przyniesie. W języku katolickiej rodziny oznaczało to, że otrzyma imię patrona lub patronki dnia swoich urodzin. Zanim wrócimy do odległego 1963 roku, wyjaśnię co młodszym, że w owych czasach nie tylko nie znało się płci dziecka przed urodzeniem i nie ustalało się jej wedle uznania po urodzeniu, ale też proces nadawania imienia był o wiele prostszy i nie wiązał się z koniecznością przeglądania rankingów imion czy konsultacji z psychoduchowym coachem. Rodzice wybierali dziecku jakiegoś świętego za patrona, a ojciec musiał jeszcze pójść do urzędu (i w miarę możliwości z niego wrócić!), aby pod wybranym właśnie imieniem dziecko oficjalnie zapisać. Nieświadom tych procedur spokojnie czekałem na swój dzień. Gdy nadszedł i całe moje cztery kilo z okładem ukazało się oczom mamy, ta czułym i doświadczonym spojrzeniem upewniła się, czy niczego mi nie brakuje, a następnie zajrzała w kalendarz, by się dowiedzieć, jakie imię sobie przyniosłem. Zobaczywszy, że patronem dnia jest św. Alojzy, zdecydowała, że będę miał na imię Wojtek, za co jestem jej szczerze wdzięczny.

Moje imię lubię bardzo. W każdej formie. I to oficjalne Wojciech, (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Ziółek SJ - jezuita, uratowany grzesznik, Twitter/wziolek_sj (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

ZARAZA, GAMBAROTTA I EPILOG

U-RA-TO-WA-NI!

SMAK DOBRA

WSZYSTKO SIĘ MOŻE PRZYTRAFIĆ

WRACAJĄC Z ALEKSANDRII


komentarze



Facebook