WYLEWANIE SERCA
Ten, kto wchodzi w ciemność, wchodzi na drogę wiodącą do kontemplacji. Precyzyjnie rzecz ujmując, już jest w kontemplacji. Kontemplacja to bowiem nic innego, jak ogarnianie duszy przez Boga.

FOT. NIKOLAY HRISTOV / UNSPLASH.COM


Tomasz Grabowski OP

W opisie świadomego życia wiarą często posługujemy się metaforą drogi, która dobrze oddaje zawiłości rozwoju duchowego.

Mistycy naszkicowali mapę pomagającą pokonywać kolejne etapy duchowego wzrostu. Jednak wiele osób, które prowadzą pogłębione życie duchowe, nie ma odwagi na nią spoglądać, bo mają poczucie, że to lektura zbyt trudna dla zwykłych zjadaczy chleba. Jednocześnie te same osoby stawiają sobie pytania o to, czy modlą się dobrze i wystarczająco długo. Chcą rozmawiać z Bogiem, ale – przyznajmy to – rozmówca zazwyczaj milczy zamiast mówić. Choć szczerze wypowiadają przed Nim swoje intencje, rzadko słyszą słowa odpowiedzi. Chętnie poświęciłyby Bogu więcej czasu, ale nie wiedzą, czym wypełnić te dodatkowe minuty. Nuży ich odmawianie modlitw, a własne słowa zaczynają brzmieć jałowo i stają się nieznośnie przewidywalne.

Jeśli w tym, co napisałem, odnajdujesz siebie, czytelniku, to prawdopodobnie znaczy, że jesteś pociągany ku głębszej modlitwie, której celem jest zjednoczenie z Bogiem. Nawet jeśli te słowa wydają ci się przesadą i napawają niedowierzaniem, spróbuj posmakować medytacji, której przedłużeniem będzie kontemplacja. Żeby tego doświadczyć, trzeba ze śmiałością dziecka ruszyć przed siebie, czyli w głąb.

Smakowanie objawionej prawdy

Czym jest medytacja? Mówiąc najprościej, jest smakowaniem objawionej prawdy. Dlatego słusznie wielu osobom kojarzy się ona z Pismem Świętym. Medytacja nie ogranicza się jednak do namysłu nad Słowem Bożym. Może przyjmować bardzo różne formy – od zachwytu kazaniem, przez odmawianie różańca, aż do wysiłku wypowiedzenia prawdy o Bogu w teologicznych spekulacjach. Zawsze jednak jest intelektualnym mierzeniem się z prawdami, które umysł poznaje dzięki wierze.

Człowiek wierzący odpowiada na to, co rozpoznaje jako objawienie się Boga. Najczęściej udzielenie odpowiedzi wiąże się z momentem osobistej decyzji, która w procesie wewnętrznego dojrzewania stanowi punkt zwrotny. Na początku wiara jest zlepkiem odziedziczonych lub zasłyszanych twierdzeń i wymagań. Jedną z wielu – często najważniejszą – opowieści fundujących obraz świata, określających hierarchię wartości i w konsekwencji dających narzędzia do rozstrzygania pomiędzy dobrem a złem. Stanowi lepszą, bo bardziej spójną i racjonalnie uzasadnioną wersję mitu, który wyjaśnia świat i określa w nim nasze miejsce. Dorastając do budowania więzi z Bogiem, dochodzimy do punktu, w którym musimy wybrać, czy objawienie się Boga (w Biblii i w Kościele) będziemy traktowali jako wzniosłą, piękną opowieść, czy też jako działanie realnego Stwórcy, Odkupiciela i Pocieszyciela. Niekiedy ów moment zwrotny przybiera postać zaskakującej oczywistości, innym razem jest owocem długich zmagań, a czasami nawet cierpienia, które rozjaśnia niezrozumiałe, a przecież wyczuwalne poczucie czyjejś obecności. Tak czy inaczej, ilekroć z powagą potraktujemy pytanie, czy objawienie jest mitem, czy rzeczywistością, dotrzemy do etapu osobistego zawierzenia. Wówczas działanie Boga stanie się pokarmem dla duszy. Zdaję sobie sprawę, że to sformułowanie brzmi dość górnolotnie i mgliście.

Pokarm duszy

Życie wewnętrzne karmi się różnymi treściami. Do czasu osobistej decyzji wiary napełniamy swoje wnętrze (umysł, wolę i serce) przeróżnymi myślami, dążeniami i emocjami. W naturalny sposób hierarchizujemy ich ważność zarówno przez to, na ile cenimy ich treść, jak i przez siłę doznania. Niektórym problemom poświęcamy więcej uwagi, innym mniej, dla pewnych spraw jesteśmy w stanie podjąć wysiłek, a wobec innych wpadamy w apatię, jednych doznań szukamy, innych unikamy. Od chwili odkrycia, że Bóg jest rzeczywisty i taki, jaki sam siebie objawił, żadna myśl, dążenie lub doznanie, którego On nie jest przedmiotem, nie ma wartości absolutnej. To wcale nie znaczy, że Bóg zajmuje całą uwagę, wolę i odczuwanie. Mimo to jest jakby fundamentem wszystkiego, co ważne i pożądane. Przyjmując ustanowiony przez Niego porządek, harmonizując z Nim wolę i umysł, doznajemy nasycenia, które nie jest jedynie przelotną przyjemnością, ale coraz mocniejszą pewnością, zyskiwaniem integralnej tożsamości (...)

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Grabowski OP - ur. 1978, dominikanin, prezes Wydawnictwa W drodze, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pokochać swoje zbawienie

Jak rośnie Kościół

Dotyk

Przyszedł, by służyć i zbawić

Aby moja radość w was była


komentarze



Facebook