Archwium > Numer 540 (08/2018) > Kłamstwo ma się dobrze > MÓWI I PISZ TAK, BY CI UFANO

MÓWI I PISZ TAK, BY CI UFANO
Zaufanie jest decyzją, którą łatwo podważyć, używając odpowiednich słów. Nie zawsze musi być w to wprzęgnięte jawne oszczerstwo czy obmowa. Wystarczy niewinne powtarzanie plotek, niepotwierdzonych informacji, obiegowych opinii czy uogólnień.

Dariusz Piórkowski SJ

„Ludzie nie mogliby żyć razem, gdyby sobie nawzajem nie wierzyli, że mówią prawdę” – zauważa św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologii. Kościół przytacza tę potwierdzoną doświadczeniem maksymę w Katechizmie, abyśmy zrozumieli, jakie dobro promuje i chroni ósme przykazanie Dekalogu. Krótko rzecz ujmując, „zabrania ono fałszowania prawdy w relacjach z innymi ludźmi” (KKK, 2464). To dość pojemna definicja obejmująca znacznie więcej niż zakaz krzywoprzysięstwa, kłamstwa czy obmowy. Na celowniku jest tu najpierw dobre imię człowieka oraz, jak ująłby to Akwinata, „wzajemna wiara”, które umożliwiają zgodne życie ludzi. Nieprzypadkowo więc Jan Paweł II podczas wizyty w Olsztynie w 1991 roku powiedział, że „tym przykazaniem Bóg Przymierza szczególnie daje poznać, że człowiek jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo”.

Kościół wychodzi z założenia, że nie żyjemy w próżni. Wszyscy tworzymy jeden organizm, w którym odpowiednikiem krwi jest zaufanie. Z kolei wspólne życie opiera się na wzajemności. A tej bez zaufania nie sposób praktykować. Zaufanie pomaga skupić się na tym, co istotne. Oszczędza nam mnóstwo czasu i energii i powoduje, że nie sprawdzamy na każdym skrzyżowaniu, czy sygnalizacja świetlna funkcjonuje prawidłowo. Wierzymy, że kucharz w restauracji używa świeżych produktów i nie dosypuje do potrawy trucizny. Nie podejrzewamy każdego przechodnia na ulicy, że za chwilę nas obrabuje. Ufamy, że przysięga męża lub żony to nie puste słowa, lecz szczera obietnica. Nie wszystko w życiu opiera się więc na wiedzy naukowej i pewności matematycznej. Wiele decyzji podejmujemy, posiłkując się jedynie niepełnymi informacjami. Nie mamy absolutnego poznania, które gwarantowałoby nam nieomylność i uniknięcie wszelkich błędów. Tę lukę wypełnia zaufanie. Niewidzialna tkanka życia.

Kłamstwo węża

Jedni twierdzą, że z takim nastawieniem po prostu się rodzimy. Inni, że to kwestia umowy, kalkulacji lub wcześniej nabytej wiedzy, a nie wrodzona cecha człowieczeństwa. Owszem, częściowo zaufanie bazuje na dotychczasowym doświadczeniu. Wielokrotnie przechodziliśmy przez skrzyżowanie i światła zawsze działały, choć czasem dochodzi do awarii. Jedzenie w restauracjach zwykle było świeże i nam nie zaszkodziło, ale zatrucia się zdarzają. Nigdy nie możemy z niezbitą pewnością założyć, że tym razem na pewno nic złego się nie stanie. Ten brak kontroli nad przyszłością sprawia, że nawet nasze naturalne zaufanie wiąże się z wyborem, jest skokiem w nieznane. To decyzja woli poparta przeczuciem dobra w człowieku i świecie. Dzięki niej wierzymy, że kucharz stojący przy garnkach i elektryk programujący sygnalizację chcą jak najlepiej wykonać to, co do nich należy. Polegamy nie tylko na ich wykształceniu i przygotowaniu zawodowym. Ufamy, że mają dobrą wolę i nie chcą nikogo celowo skrzywdzić.

Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że zaufanie zbliża ludzi do siebie. Dobrze nam się wtedy żyje i współpracuje. Natomiast przedłużająca się atmosfera lęku i kłamstwa zamienia nas w samotne wyspy otoczone niedostępnymi wodami. C.S. Lewis w książce Podział ostateczny kreśli sugestywny obraz piekła, w którym potępieni mieszkają oddaleni od siebie. A wszystko po to, by uniknąć spotkania z drugim człowiekiem. Próba nawiązania kontaktu szybko przeradza się w kłótnię, wyrzuty i pomówienia. Dla świętego spokoju każdy woli pozostać na swojej „okopanej” pozycji, ponieważ w piekle nie ma już zaufania między ludźmi.

Ta intuicja pisarza nie została wyssana z palca. Jezus nazwał szatana „ojcem kłamstwa” i „zabójcą od początku, bo w prawdzie nie wytrwał” (por. J 8,44). Widać to wyraźnie w opowieści o upadku pierwszych ludzi, kiedy diabeł najpierw wymyślił kłamstwo, by później jego żądłem ugodzić Adama i Ewę. Ich pierwotna ufność opierała się na słowie i prawdomówności Boga oraz na widzialnych owocach Bożej troski – przygotowanym wcześniej ogrodzie, darze życia i bliskości. Kłamstwo węża przedstawia szczerość Stwórcy i Jego dobre imię w krzywym zwierciadle. Niby wszystko gra, a jednak jest jakieś drugie dno, którego Bóg nie odsłonił. Wąż przekonuje, że Bóg wcale nie jest taki, jakim się mieni. Jeśli stawia ludziom granice, to znaczy, że nie jest szczery. Powinien na wszystko pozwolić. Stąd przewrotne pytanie: „Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców z wszystkich drzew tego ogrodu?” (Rdz 3,2). Zauważmy, że wąż jako ojciec najtragiczniejszej w historii świata plotki dodaje kwantyfikator „wszystkie”, którego nie było w przykazaniu Boga. Nie można było jeść tylko z jednego drzewa. Sprytną insynuacją, i to za plecami Stwórcy, wąż zasiewa wątpliwość w Ewie. Później, żerując na naturalnym zaufaniu, przekonuje ją, że to, co większe i piękniejsze, istnieje gdzieś poza rajem, a ona i Adam żyją w klatce. Eden nie jest pełnią możliwości człowieka. Być może pierwsi rodzice nie doceniali tego, co już otrzymali. Wąż nie mówi wprost, że Bóg jest zazdrosny i skąpy, ale stwierdza to pośrednio. W żaden sposób nie dało się sprawdzić, czy dalsze słowa pokusy: „na pewno nie umrzecie”, są prawdziwe, podobnie jak wcześniej nie było empirycznego dowodu na to, że przekroczenie Bożego zakazu grozi śmiercią (...).

(...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Dariusz Piórkowski SJ - ur. 1976, jezuita, ukończył filozofię w Krakowie i Boston College oraz teologię w Warszawie; rekolekcjonista i duszpasterz. Niedawno ukazała się jego najnowsza książka "Nie musisz być doskonały" (WAM). Mieszka w Zakopanem. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

SZLIFIERZE DIAMENTÓW

PRZEPRASZAM

OCZY BY JADŁY

JEDNA JEST TYLKO RACJA

BÓG JEST TAM, GDZIE GO (NIE) CHCEMY


komentarze



Facebook